Łukasz K. · 8 tygodni prowadzenia · redukcja, postawa i badania krwi
„Zdrowotnie w tak krótkim czasie wyprowadziłeś mnie na dobre tory”
Łukasz zgłosił się do mnie w marcu 2026 roku z prostym celem: zrzucić kilka kilogramów i poprawić sylwetkę. Zaczęliśmy jednak od czegoś zupełnie innego — od jego pleców i od badań krwi. Bo jeżeli organizm nie pracuje jak trzeba, to sylwetka i tak nie pójdzie do przodu.
Łukasz K.

-10 cm
w obwodach (talia, pas, udo)
15,5 → 66,9
witamina D3 (ng/ml) — badania 13.03 → 23.05.2026
2
treningi siłowe w tygodniu
Od czego zaczynaliśmy
Zanim cokolwiek napisałem — wysłałem go do fizjoterapeuty
Punkt wyjścia: 91,5 kg przy 184 cm, skolioza, stały ból w odcinku lędźwiowym, ograniczony zakres ruchu w lewym barku i wyraźna dysproporcja między lewą a prawą stroną. Do tego praca dwuzmianowa, pobudki o 4:45, rower cztery dni w tygodniu i realnie maksymalnie dwa dni na siłownię.
Nie zacząłem od planu treningowego. Wysłałem go najpierw na ocenę funkcjonalną do fizjoterapeuty i dopiero jego zalecenia — kontrola mięśni core, stabilizacja łopatki, otwieranie klatki, wzmocnienie pośladków, stretching i rolowanie — wpisałem w plan treningowy. Taki jest u mnie porządek rzeczy: najpierw sprawdzamy, czym dysponujemy, potem obciążamy.

Zdrowie przed sylwetką
Badania pokazały to, czego nie widać w lustrze
Krew pobrana 13 marca 2026: witamina D3 15,50 ng/ml — deficyt. CRP 4,6 mg/l — podwyższone. Ferrytyna 65,50 ng/ml — formalnie w normie, ale za nisko dla kogoś, kto cztery dni w tygodniu jeździ na rowerze. Do tego Hashimoto, bez leków.
Ułożyłem żywienie pod jego grafik zmianowy — z osobnymi wariantami na dni treningowe i rowerowe — oraz suplementację pod konkretne niedobory. Żelazo z laktoferyną i witaminą C, a nie samo żelazo. D3 z K2. Selen pod tarczycę. Omega-3, maślan sodu i probiotyk pod jelita i stan zapalny. Przed badaniem kontrolnym kazałem odstawić żelazo na trzy dni, żeby wynik pokazał prawdę, a nie to, co połknął rano. Kontrola 23 maja 2026: witamina D3 66,90 ng/ml, CRP 0,6 mg/l, ferrytyna 75,80 ng/ml. Bez jednego leku — sama suplementacja i żywienie. Jego słowa z tamtego czasu: „czuję więcej energii i nie łapią mnie takie z dupy »Katarki« więc i odporność w górę”.

Proces
Dwa treningi w tygodniu. Tyle miał i tyle wystarczyło
Nie kazałem mu rzucać roweru ani chodzić na siłownię cztery razy w tygodniu, bo przy jego grafiku to byłaby ściema. Dostał dwa treningi siłowe tygodniowo z priorytetem na górę sylwetki i core, ćwiczenia jednorącz na słabszą stronę i raporty co dwa tygodnie, na podstawie których korygowałem plan. Po ośmiu tygodniach: waga 91,5 → 88,5 kg, talia 83 → 78,5 cm, pas 91 → 87,5 cm, udo 63,5 → 61,5 cm. W tym samym czasie klatka 101 → 106 cm, a barki 122,5 → 127 cm. Dziesięć centymetrów w dół tam, gdzie miało zejść, i dziewięć i pół w górę tam, gdzie miało przybyć.

Metamorfoza
Barki i miednica prawie równo — tego nie widać na wadze
Najważniejsza zmiana w ogóle nie dotyczy kilogramów. Po ośmiu tygodniach barki i miednica ustawiły się praktycznie równo, a ból lędźwi przestał być stałym elementem dnia. Sylwetka poszła za tym sama: 10 cm mniej w obwodach, które miały zejść, i 9,5 cm więcej tam, gdzie miało przybyć.
Łukasz zakończył współpracę w lipcu 2026 roku, bo postawił mocniej na kolarstwo — nie z braku efektów. Po zakończeniu prowadzenia napisał: „zdrowotnie w tak krótkim czasie wyprowadziłeś mnie na dobre tory”. Zgodził się na publikację tej historii pod warunkiem anonimowości i to uszanowałem. Osiem tygodni to krótko — ale wystarczająco długo, żeby pokazać, że najpierw ma działać organizm, a sylwetka jest tego konsekwencją.
Łukasz K.

Twoja historia może być następna
Napisz do mnie – umówię Cię na bezpłatną konsultację i ustalimy, od czego zaczynamy.

