Małgorzata Federowicz · trenerka personalna · ponad 2 lata współpracy
61 kg → 60 kg
Jeden kilogram różnicy na wadze, a sylwetka zupełnie inna
Gosia jest trenerką personalną i mamą, która sama wychowuje córkę. Trafiła do mnie w kwietniu 2024 roku z dyskopatią, pośladkami, które po ciąży nie chciały rosnąć, i z bardzo dużymi problemami jelitowymi. Nie po to, żeby startować – chciała po prostu dobrze wyglądać. Przez ponad dwa lata przeszliśmy przebudowę sylwetki, uporządkowanie jelit, dwa sezony startowe, tytuł OVERALL CHAMPION i bardzo trudny okres po zawodach. Opisuję to tak, jak było – łącznie z rzeczami, których zwykle się nie pokazuje.
Małgorzata „Gosia” Federowicz · trenerka personalna, zawodniczka Bikini Fitness

61 → 60 kg
ta sama waga, zupełnie inna sylwetka
OVERALL
CHAMPION – w tym samym starcie również 1. miejsce w OPEN, najmocniejszej kategorii
2+ lata
nieprzerwanej współpracy
Etap I · Poprawa zdrowia
61 kg, opieka nad dzieckiem i pośladki, które nie chciały rosnąć
Gosia przyszła z wagą 61 kg, dziesięcioletnim stażem na siłowni i konkretnym problemem: góra rosła jej sama, dół stał w miejscu. Pośladki praktycznie brak poprawy i ciężko było cokolwiek odbudować. Do tego dyskopatia i przepukliny międzykręgowe, więc nie było mowy o tym, żeby wjechać z buta w ciężki trening dołu. W kwestionariuszu jej cel brzmiał krótko: „super sylwetka, wyrównanie dysproporcji”. O zawodach nie było wtedy ani słowa.
Do tego rama, której nie dawało się obejść: Gosia sama wychowuje córkę, weekendy ma w stu procentach dla dziecka, treningi mogły być tylko od poniedziałku do piątku. Pierwszy etap to było czyste budowanie: praca nad pośladkami, ustawienie postawy i nauczenie ciała ruchu tak, żeby kręgosłup to wytrzymał. Zdjęcia obok to już koniec tej drogi, a nie jej początek: 61 kg wiosną 2024 i 60 kg w formie startowej z października 2025. Jeden kilogram różnicy na wadze, a sylwetka zupełnie inna – to nie była redukcja, tylko przebudowa. Gdyby Gosia patrzyła wyłącznie na wagę, uznałaby, że przez cały ten czas nic się nie dzieje.

Zdrowie · Jelita
Zanim zajęliśmy się sylwetką, musieliśmy naprawić jelita
Gosia miała bardzo duże problemy jelitowe. Wzdęcia, uczucie zalegania, stan zapalny przy każdym cięższym okresie treningowym, źle znoszony błonnik i słodziki. Objawy układały się w obraz typowy dla SIBO. Badania ostatecznie tego nie potwierdziły, ale obraz pasował idealnie, więc nie zamierzałem czekać na papier, skoro ona codziennie funkcjonowała źle.
Podjąłem decyzję, że prowadzę ją tak, jakby to SIBO było: proste żywienie bez kombinowania, ograniczenie błonnika i słodzików, enzymy trawienne, glutamina, maślan sodu, odpowiednie probiotyki, pilnowanie wody, soli i tempa jedzenia. To nie był efekt jednego miesiąca, tylko konsekwencji liczonej w sezonach – ale zadziałało i dziś nie trzeba jej już prowadzić pod ten scenariusz. Piszę o tym, bo to jest ta część współpracy, której nie widać na żadnym zdjęciu przed i po. A bez niej nie byłoby ani formy startowej, ani normalnego funkcjonowania na co dzień.
Etap II · Scena
Nie była pewna, czy chce wyjść na scenę. Zeszła z niej jako OVERALL CHAMPION
Kiedy sylwetka zaczęła wyglądać jak sylwetka zawodniczki, temat zawodów pojawił się sam. Gosia z jednej strony chciała, z drugiej nie była pewna siebie. Namówiłem ją. Przygotowania to było kilkanaście tygodni pełnej kontroli: żywienie, trening, cardio narastająco do sześciu–siedmiu sesji w tygodniu, kroki, regeneracja i praca nad prezentacją sceniczną. Wszystko to musiała pogodzić z pracą i z córką, bo życie nie zrobiło jej przerwy na przygotowania. Debiutowała na NPC Natural Poland Championships w Bikini Fitness do 168 cm i od razu stanęła na podium: 2. miejsce True Novice B, 3. miejsce Novice B i 3. miejsce Open C. Jak na osobę, która rok wcześniej nie myślała o scenie i była zestawiana z zawodniczkami o dużo większym doświadczeniu scenicznym – bardzo mocne wejście.
Potem był kolejny sezon budowania i kolejne przygotowania – i to wtedy przyszło to, na co pracowaliśmy od początku. Gosia wygrała kategorię OPEN, liczącą 14 zawodniczek, czyli tę najmocniejszą, w której startują najbardziej doświadczone dziewczyny. Do tego 1. miejsce w kategorii Beginner na 11 zawodniczek, 2. miejsce w Novice na 14 i najważniejsze: tytuł OVERALL CHAMPION, czyli najlepsza zawodniczka całej klasyfikacji. Napisałem jej wtedy jedno zdanie i podtrzymuję je do dzisiaj: to, co zrobiła, to absolutny pokaz charakteru, pracy i determinacji.

Metamorfoza
Najtrudniejszy moment nie był przed zawodami, tylko po nich
To jest fragment, którego normalnie nikt nie pokazuje, a moim zdaniem jest ważniejszy niż medale. Kiedy jest data startu, wszystko jest proste: jest plan i trzeba go wykonać. Problem zaczyna się w momencie, w którym tej daty już nie ma. Po zawodach przyszło mocne podłamanie: ogromny apetyt, z którym ciężko było wytrzymać, forma schodząca z dnia na dzień, rosnąca waga i poczucie winy przy każdym odstępstwie. Do tego rodzinne okazje i wewnętrzny konflikt: odpocząć czy dalej zachowywać się jak zawodniczka. Taki okres potrafi połamać człowieka bardziej niż najcięższy prep, bo nie ma już celu, który wszystko usprawiedliwia. Napisała mi wtedy wprost:
„Szczerze, czas po zawodach jest dla mnie mentalnie trudniejszy niż ten przed zawodami. Ja jestem trochę taka skrajna i balans jest najtrudniejszy.”
Sam kiedyś przerobiłem ten etap i sam popełniłem na nim błędy, więc wiedziałem, czego nie robić. Napisałem jej wtedy wprost: forma była na start i już jej nie ma, będzie dopiero na kolejnym starcie – a teraz masz zrobić wszystko, żeby była znacznie lepsza. Zamiast gonić znikającą formę daliśmy sobie zgodę na to, że waga pójdzie w górę: kontrolowane podnoszenie kalorii, odbudowa organizmu i jasny cel na offseason. Zajęło to tygodnie, nie dni, ale raporty zaczęły wyglądać zupełnie inaczej: podobała jej się własna sylwetka, rosła siła, a w głowie pojawił się nowy cel – martwy ciąg 100 kg na 8 powtórzeń.
I właśnie ten balans stał się moim celem od końca jej ostatniego startu. Nie kolejny medal, tylko to, żeby Gosia potrafiła żyć obok sportu, a nie wyłącznie dla niego. Uczulałem, tłumaczyłem i konsekwentnie kierowałem ją w tę stronę, często wbrew temu, czego sama by od siebie wymagała. Dziś nie ma trybu permanentnego przygotowania startowego – jest trening, który ma cel, ale stoi obok reszty życia; doszedł też temat kolana, więc plan budujemy pod to, co ciało w danym momencie toleruje. Sama pisze dziś o wzlotach i upadkach, ale też o tym, że była na weselu, zjadła, co chciała, i nie wróciła z tego z wyrzutami sumienia, a trening i żywienie nadal większość czasu trzyma spięte, bo po prostu to lubi. Robi to, bo chce, a nie dlatego, że musi. Czy jeszcze wystartuje? Możliwe. Ale jeśli wróci na scenę, ma to być efekt poukładanego życia, a nie coś, czemu trzeba podporządkować wszystko inne. I to zdanie poniżej uważam za największy wynik całej tej współpracy – większy niż którykolwiek medal.
„Nieważne, jaką mam formę – czuję się dobrze ze sobą. Wyjścia, imprezy itd. nie są źródłem stresu i wyrzutów. Ogólnie czuję duży spokój.”
Małgorzata „Gosia” Federowicz

Twoja historia może być następna
Napisz do mnie – umówię Cię na bezpłatną konsultację i ustalimy, od czego zaczynamy.